niedziela, 16 grudnia 2007

Na narty do Czech

Nasz południowy sąsiad ma różnorodne propozycje dla narciarzy.

Planując wyjazd narciarski, warto wziąć pod uwagę Czechy, które oferują nie tylko trasy zjazdowe i biegowe, wyciągi narciarskie, ale także tory saneczkowe i bobslejowe oraz snowtubing. Nie brak również szkółek narciarskich i wypożyczalni sprzętu. Standard hoteli i restauracji też zachęca do wyjazdu na narty do Czech. A dopełnieniem oferty są liczne imprezy sportowe i kulturalne.

podroze.pl
Pec pod Śnieżką

Najbardziej znane ośrodki narciarskie w Czechach znajdują się w Karkonoszach. Największym uznaniem cieszą się Pec pod Śnieżką, Cerna Hora-Janske Lazne, Spindleruv Mlyn, Hrarrachov oraz Rokytnice nad Jizerou. W okolicy Spindlerovego Mlyna jest 25 km traz zjazdowych i ponad 100 km biegowych - wiele z nich jest oświetlanych po zapadnięciu zmierzchu.

Dobrą renomę mają równieże ośrodki narciarskie w Rudawach (Krusne Hory): Klinovec, Zadni Telnice i Bozi Dar. Największym ośrodkiem jest Klinovec. Wszystkie trasy są tam sztucznie dośnieżane.
Natomiast Beskidy nastawiają się na rodziny z dziećmi.

Kto jeszcze nie zna ośrodków czeskich, ma przed sobą wiele emocji związanych z odkrywaniem nowych miejsc.

poniedziałek, 3 grudnia 2007

Wielki Kanion Kolorado

żadna fotografia, żadne dane statystyczne nie są w stanie przygotować człowieka na taki ogrom...

Do Wielkiego Kanionu Kolorado (Grand Canyon of the Colorado) co roku przybywają 3 mln ludzi, a mimo to wyobraźnia człowieka nadal pozostaje wobec niego bezradna. Żadna fotografia, żadne dane statystyczne nie są w stanie przygotować na taki ogrom.

Gigantyczną „dziurę w ziemi”, głęboką na ponad milę i szeroką na 4-18 mil, wypełnia bezkresna, zdawałoby się, przestrzeń o oszałamiających kształtach i kolorach: od jaskrawych po najciemniejsze, od stromych cypli skalnych po strzeliste, niezdobyte wieżyce z piaskowca. Przyroda pokazuje tu taką potęgę i obojętność wobec krótkiego żywota ludzkiego, że człowiek czuje się nie tyle rozczarowany, ile mały i bezsilny.

Żadne z serwowanych tu atrakcji nie są w stanie dorównać pierwszemu osłupieniu, w jakie wprawia ziejąca pod stopami otchłań. Widoki z krawędzi, chociaż na zdrowy rozum powinny być statyczne, zmieniają się jak zaczarowane, od świtu do zachodu słońca. Na dno kanionu można zejść (zastanowiwszy się uprzednio nad kondycją własnych kolan) bądź zjechać na grzbiecie muła. Lot helikopterem pozwala spojrzeć na okolicę okiem ptaka, wyprawa tratwą zaś – okiem podskakującej na progach rzecznych ryby. Niektórzy nocują w Phantom Ranch na dnie kanionu, niektórzy pływają pod wodospadami w sielankowym otoczeniu rezerwatu Havasupai. Wszystkich jednak kanion nieodmiennie poraża ogromem i niedostępnością.

Do lat 20. XX w. turyści poświęcali Wielkiemu Kanionowi Kolorado przeciętnie dwa lub trzy tygodnie. Dziś czas zwiedzania ogranicza się przeważnie do dwóch czy trzech godzin, z czego 40 min przypada na samo przyglądanie się kanionowi. Większość turystów przybywa do Południowej Krawędzi (South Rim). O wiele łatwiej się tu dostać, jest też znacznie lepiej zagospodarowana (główny punkt to Grand Canyon Village) i dostępna przez okrągły rok.

Nocleg można również znaleźć po drugiej stronie, przy Północnej Krawędzi (North Rim), gdzie mieści się też kemping. Dzięki pewnemu odosobnieniu na północnej krawędzi można lepiej odczuć atmosferę miejsca, jednak wznosi się ona przeszło 300 m wyżej niż południowa i od połowy października do maja jest niedostępna ze względu na opady śniegu.

Niewiele osób decyduje się na odwiedzenie obydwu krawędzi: żeby dostać się z jednej strony na drugą, potrzeba dwóch dni (pierwszy na zejście po jednej ścianie, drugi na wejście po drugiej). Samochodem z jednej krawędzi do drugiej jedzie się – bagatela – 215 mil.

Może się zdarzyć, że w dniu przyjazdu kanion będzie akurat całkowicie przesłonięty mgłą. Za kiepski stan tutejszego powietrza obwinia się wyziewy siarki emitowane w ilości 250 ton dziennie przez Navajo Generating Station, 70 mil w górę rzeki, w Page.

Bilet do parku, ważny przez siedem dni po obydwu stronach, kosztuje 20 $ za wjazd samochodem i 10 $ za wstęp pieszo bądź z rowerem.

źródło: http://przewodnik.onet.pl/

czwartek, 29 listopada 2007

Alpy Szwajcarskie - Techniczna ekstaza

Najnowsze technologie są tu codziennością. Panoramiczne pociągi, najdłuższe kolejki linowe, czy najwyżej położone, supernowoczesne obrotowe resturacje.

1. Tunel pod Eigerem
Trasa pociągu wspinającego się z Kleine Scheidegg do stacji na Jungfraujoch (3454 m) jest niepowtarzalna, gdyż 2/3 jej długości biegnie tunelem wydrążonym w skałach Eigeru.

Owszem, tuneli przebitych przez góry jest w Alpach wiele, ale tylko ten wydrążono w legendarnym górskim masywie Alp Berneńskich. Pod koniec XIX wieku powstały graniczące z fantazją projekty budowy kolei do serca Alp Berneńskich, w rejon słynnych szczytów: Eiger (3970 m), Mnich (Mönch 4099 m) i Dziewica (Jungfrau 4158 m). Alexander Trautweiler oraz Eduard Locher proponowali użycie sprężonego powietrza. Locher (konstruktor efektownej kolejki na górującego nad Lucerną Pilatusa) twierdził nawet, że wagonik sunąc w specjalnym tunelu, znajdzie się u celu już po kwadransie. Jednak koncesję na budowę kolei uzyskał w 1894 roku nie wizjoner,
ale poważany w Szwajcarii przedsiębiorca, Adolf Guyer-Zeller, który miał już za sobą inwestycje kolejowe. Budowa trwała 16 lat. Przedsięwzięcie było wyzwaniem organizacyjnym, bo pracy nie przerywano nawet zimą. Aby 300 odciętych od świata pracowników mogło przetrwać, dostarczano im miesięcznie 12 ton warzyw, 4 tony mięsa, 1500 litrów wina, 2 tony ziemniaków (dla Szwajcarów) i 800 kilogramów makaronu (dla Włochów), 3 tysiące jaj, 400 kg kawy, 50 tysięcy papierosów. Zapasy przechowywano w zakamarkach lodowca.Dziś ze stacji Kleine Scheidegg (2061 m) na Jungfraujoch przyjeżdża każdego roku blisko pół miliona turystów. Ze specjalnych okien na dwóch stacjach pośrednich podziwiają groźne urwiska północnej ściany Eigeru - Eigerwand oraz "morze lodu" - Eismeer.


podroze.pl2. Najdłuższa kolejka

Szwajcarzy muszą być "naj". Być może dlatego zbudowali w Alpach najdłuższe kolejki linowe, zainstalowali najwyżej orczyki, a nawet skonstruowali obrotową gondolę.

Obrotowa gondola znajduje się w Alpach Berneńskich, w Engelbergu. Uruchomiono ją w grudniu 1992 roku. Biało-niebieska kapsuła wjeżdża ze stacji Stand (2428 m) na Klein Titlis (3020 m) w 5 minut. W tym czasie wykonuje pełen obrót wokół własnej osi. Nie zmieniając miejsca, każdy pasażer ogląda panoramę okolicznych szczytów i zagląda w groźne szczeliny lodowca Titlis.
Najwięcej kilometrów bez przesiadki pokonuje kolejka z Grindelwald Grund do Männlichen (Jungfrau Top Ski Region) - 6,2 km. Działa od 1978 roku. Dzięki niej narciarze docierają na 2222 m w pół godziny. Natomiast najdłuższą trasę, ale z przesiadkami, pokonuje się koleją linową w Zermatt. Podróż trwa prawie 40 minut, a kolejne przystanki to: Furi (1886 m), Trockener Steg (2939 m) i stacja docelowa Klein Matterhorn (3820 m). I tu, jakże by inaczej, kolejne europejskie rekordy - najwyżej położona stacja kolei linowej, a obok najwyżej kończące się w Alpach orczyki: na Plateau Breithorn (V1) i tak zwany Grenzlift (V2). Dzięki tym urządzeniom narciarz rozpoczyna zjazdy na wysokości 3899 m, z wierzchołka Gobba di Rollin.
Gdyby tylko o rekordy chodziło, Szwajcarzy skonstruowaliby być może jednoodcinkową kolej. Jednak między Zermatt (1620 m) a stacją Klein Matterhorn (3820 m) jest 2200 metrów przewyższenia. Przystanki są więc konieczne dla zdrowia pasażerów i służą aklimatyzacji. Osoby szczególnie wrażliwe na zmiany ciśnienia powinny spędzić na stacjach pośrednich więcej czasu lub wybrać dłuższy wariant wjazdu na górę: ze stacji Furi wagonikiem do Furgg i dopiero stamtąd do Trockener Steg. Na tę eskapadę nie wolno zabierać dzieci poniżej 3. roku życia.
Nawet jeśli nie jeździ się na nartach, warto dostać się na sam szczyt Klein Matterhornu (3884 m). Ze stacji kolejki trzeba pokonać jeszcze 60 metrów windą oraz 24 metry schodami, by wspiąć się na taras widokowy, z którego widać najwyższe i najbardziej znane alpejskie szczyty: w sumie 29 czterotysięczników i 14 lodowców.

3. Obiadowa karuzela

Helweci, aby zadziwić świat, skonstruowali obrotowe restauracje. Dwie z nich znajdują się na terenach narciarskich: w Saas-Fee i Engelbergu.

Drehrestaurant w Saas-Fee jest najwyżej położoną na świecie obrotową restauracją. Dociera się do niej gondolkami kolejki linowej i skalnym tunelem.
Kret w tunelu "Metro Alpin" jest kolejnym technologicznym fenomenem - położoną najwyżej na świecie, całkowicie podziemną kolejką.

Jazda nią kończy się na wysokości 3500 m w siodle Mittelallalin, poniżej gigantycznej kopuły szczytowej Allalinhornu (4027 m). To zarazem najwyższy punkt jednego z najciekawszych całorocznych terenów narciarskich i snowboardowych Europy.

podroze.plJeśli ktoś nie jest miłośnikiem białego szaleństwa i pragnie jedynie zjeść obiad w niecodziennej scenerii, to też dobrze wybrał. Drehrestaurant obraca się w ciągu godziny o 360°. Przy stolikach są miejsca dla 220 osób. W menu są dania z regionu Wallis, na przykład Rösti (17,50-18 CHF), pasty i pizze (około 18 CHF). Sam przejazd kolejką do góry i na dół z obiadem w restauracji kosztuje 90 CHF (zniżka 15 CHF dla posiadaczy Swiss Pass). Jeśli ktoś obawia się zawrotów głowy, może dań alpejskiej kuchni skosztować piętro niżej, w normalnym, nieobrotowym barze.

O komfort trawienia Szwajcarzy zadbali na swój sposób. W odległości 10-15 minut marszu od restauracji, na końcu skalnej ostrogi, znajduje się ogrodzony łańcuchami punkt widokowy. Wiedzie tam zabezpieczona linami ścieżka. W panoramie, pośród 15 okolicznych czterotysięczników króluje Dom (4545 m), najwyższy szczyt, którego Szwajcarzy nie dzielą z sąsiadami.
Drehrestaurant leży najwyżej, ale nie jest pierwszą obracającą się ekskluzywną górską stołówką. Pionierska obrotowa restauracja Piz Gloria jest atrakcją ośrodka narciarskiego Jungfrau Top Ski Region. Napędzana energią słoneczną wykonuje pełen obrót w ciągu 55 minut. Ma 400 miejsc, ale nie trzeba bić się o te przy oknie, bowiem z każdego stolika roztacza się wspaniały widok na lodowce, jeziora i ponad 200 szczytów - od Titlisu (Engelberg), przez Alpy Berneńskie, Mont Blanc, aż po góry Szwarcwaldu. Do Piz Gloria trafił także James Bond, który akurat miał do spełnienia ważną misję w Szwajcarii. Na potrzeby filmu "W służbie Jej Królewskiej Mości" rozbudowano restaurację o lądowisko dla helikopterów, które służy dziś jako taras widokowy. Z kulinarnego punktu widzenia menu nieco rozczarowuje. Dominują potrawy międzynarodowe, np. rosół azjatycki (8,50 CHF). Przebojem ma być James Bond Spaghetti w cenie 20 CHF. Kuchnię regionalną reprezentują dania z różnych mięs do wyboru z risottem z borowików (30 CHF) oraz z Rösti (34 CHF). Natomiast z narciarskiego punktu widzenia Piz Gloria to wyzwanie dla odważnych. Z góry prowadzi tylko jedna jedyna. czarna trasa.



4. Wolny ekspres


Pięć panoramicznych pociągów kursuje na atrakcyjnych widokowo trasach, łącząc najmodniejsze ośrodki narciarskie kraju - Zermatt, St. Moritz czy Gstaad.


Mówienie o pędzeniu byłoby lekką przesadą. Szwajcarskie pociągi panoramiczne, chociaż zazwyczaj noszą przydomek "ekspres", należą do najwolniejszych środków komunikacji na świecie. Wsiada się przecież do nich nie po to, by się szybko przemieścić, ale po to, by rozkoszować się pięknem krajobrazu i daniami szwajcarskiej kuchni.Zaopatrzeni w Swiss Pass wsiadamy do nich tak, jak do normalnych pociągów. Jeżeli jednak chcemy siedzieć z przodu czołowego wagonu w ekspresie Golden Pass, za zajęcie jednego z tych kilku szczególnych miejsc zapłacimy dodatkowe 10 franków. Miejsca wymagające dopłaty lepiej zawczasu rezerwować.
Podróż pociągami zaspokaja nie tylko potrzeby estetyczne. To przygoda i recepta na zwiedzanie ciekawych zakątków Szwajcarii. Przebieg trasy można śledzić na diagramach umieszczonych na podokiennych stolikach. Zaznaczone są tam stacje oraz wysokości charakterystycznych punktów topograficznych. Diagramy ułatwiają orientację. A to ważne, bo na przykład Glacier Express z Zermatt do St. Moritz przejeżdża przez blisko 100 tuneli i 300 mostów. Na odcinku Brig - Zermatt wspina się, pokonując tysiąc metrów różnicy poziomów. Natomiast kulminacyjnym punktem trasy Bernina Express, łączącej stolicę Gryzonii Chur z włoskim Tirano jest Bernina Pass (2253 m), najwyższa alpejska przełęcz, przez którą przechodzi kolej.

Tekst Monika Nietubyć i Paweł Wroński
Zdjęcia Serwis prasowy
źródło: http://www.podroze.pl

czwartek, 15 listopada 2007

Indie - Informacje praktyczne

1 wymagane dokumenty:

Wiza Indyjska jest do nabycia w Ambasadzie Indii ( ul. Rejtana 15/ lok. 2-7 Warszawa tel. 0-22 849 58 00). Przy załatwianiu wizy turystycznej trzeba przedstawić ksero biletu na samolot, dostarczyć trzy zdjęcia i przedstawić paszport ważny minimum rok. Wiza kosztuje 100zł.

2 Termin wyjazdu

Najlepszym terminem wyjazdu jest okres od września do końca marca. W maju rozpoczynają się upały, a potem nadchodzi pora monsunów i robi się bardzo parno

3 Zdrowie

Obowiązkowe szczepienia na błonice, tężec, palio, dur brzuszny i żółtaczkę A+B. Dokładny wykaz zalecanych szczepień jest dostępny w punktach sanitarno-epidemiologicznych, tam też można dokonać szczepienia. Ponieważ szczepionka nie działa natychmiast radzę zgłosić się wcześniej. Jeśli nie wybieracie się w podróż w porze monsunów nie jest konieczne zażywanie środków przeciw malarycznych. Bezwzględnie należy unikać spożywania wody niewiadomego pochodzenia. Podczas mojej drugiej podróży po Indiach piliśmy soki ze świeżych owoców i nie mieliśmy z tego powodu żadnych kłopotów. Warunki higieniczne poprawiły się bardzo dlatego nie ma powodu do nadmiernej paniki. Jeśli jednak planujecie stołować się w bardzo tanich barach to radzę zabrać spory zapas węgielków. Innych leków nie ma sensu taszczyć ze sobą, ponieważ apteki są naprawdę dobrze zaopatrzone.

4 Dojazd do Indii

Prosze skorzystać z wyszukiwarki na stronie www.indie-nepal.pl , poniważ w zależności od terminu wyjazdu dostepność tanich przelotów zmienia się. Między indyjskimi miastami najlepiej przemieszczać się korzystając z krajowych linii indyjskich. Polecam też podróżowanie pociągiem. Dłuższą podróż najlepiej pokonać podróżując kuszetką lub sypialnym. Trzeba jednak wcześniej zarezerwować bilety i miejsca w kuszetkach ponieważ bardzo często ich brakuje. Niestety indyjska klasa business jest jeszcze wciąż za droga dla zwykłego turysty z Polski. Niezapomnianym przeżyciem może okazać się podróż lokalnym autobusem. Bagaże trzeba sobie wtachać na dach autobusu. Na południu Indii autobusy nie mają okien, czyli mamy darmową klimatyzacje. Ale największym plusem podróży tej formy podróżowania jest towarzystwo. Często zabytki znajdują się w znacznym rozproszeniu lub w ogóle nie dociera do nich żaden z publicznych środków lokomocji wówczas najlepiej jest wynająć samochód z kierowcą, zwłaszcza gdy podróżuje się w grupie (koszty są dzielone między uczestnikami wycieczki). Wynajmem samochodów zajmują się lokalne biura podróży i agencje wynajmu samochodów. Lepiej z góry ustalić markę samochodu, który wynajmiemy i ustalić co jest wliczone w cenę wynajmu (opłaty parkingowe, opłaty przy przekraczaniu stanów itp.). Planując wycieczkę trzeba pamiętać, że przejazd tylko w jedną stronę jest droższy, ze względu na konieczno�ć opłacenia drogi powrotnej kierowcy pustym samochodem. Bardzo ważny jest też kierowca. Dobry kierowca to skarb w Indiach, bo uchroni cię przed naciągaczami, poleci dobrych przewodników i zawiezie do dobrych, a niedrogich restauracji. Nie zapomnijmy wynagrodzeniu (tips) dla kierowcy po zakończeniu podróży!

6 Zwiedzanie miasta

Nie radzę brać taksówki z postoju. Ceny kursów są zawrotne, a jeśli ktoś oferuje nam tani przejazd to w kończy się tym, że lądujemy w jakimś sklepie, w którym kierowca ma prowizje od naszych zakupów. Lepszym rozwiązaniem jest wynajęcie samochodu z kierowcą w recepcji hotelu po uprzednio ustalonej cenie i trasie wycieczki lub zdecydowanie się na wycieczkę autobusem organizowaną przez lokalne biura podróży dla zagranicznych turystów. Są niedrogie i docieramy do zabytków zgodnie z ustalonym planem. Jeśli nauczymy się targować, co w Indiach nie jest rzeczą łatwą, można wynająć autorikszę z kierowcą i indywidualnie dotrzeć do interesujących nas obiektów.

7 Miejscowe zwyczaje

Wchodząc do świątyni lub meczetu należy zdjąć buty. Jeśli miejsce kultu jest czynne tzn odbywają się tam uroczystości religijne to lepiej ubrać się konserwatywnie żeby nie narazić się na wyproszenie. Lewa ręka uważana jest za nieczystą, nie wolno więc nią dotykać świętych przedmiotów, wskazywać na coś czy jeść lewą ręką. Jeśli zostaniemy zaproszeni do hinduskiego domu pamiętajmy o drobnym upominku. Wchodząc do kuchni zdejmujmy buty, nawet jeśli zamiast podłogi jest klepisko. Mężczyźni w indyjskiej kuchni są intruzami, dlatego jeśli jesteś mężczyzną najpierw spytaj o pozwolenie.

8 Niezbędne wyposażenie

przewodnik- bez niego nawet nie wiadomo co warte jest zobaczenia. Najlepiej mieć dwa jeden "cienki " z wypisanymi największymi atrakcjami a drugi Pascala lub Lonty Planet, żeby poczytać dokładniej o danej atrakcji. Zdając się tylko na przewodnik, gdzie każda głupawa atrakcja jest opisana jak siódmy cud świata nie jesteśmy w stanie zwiedzić Indii w urlop, a i nie jestem pewna czy życia by nam starczyło.

Kłódka- większość tanich pokoi zamykana jest na kłódkę. Tak na wszelki wypadek lepiej mieć swoją. Nie spotkałam się z kradzieżą podczas swoich wyjazdów do Indii, ale inni turyści mail'owali do mnie, że okradli ich inni turyści.

Prześcieradło- duże prześcieradło zszywamy z jednego boku, ale nie do końca i wykorzystujemy je jako śpiwór. W większości tańszych hoteli pościeli daleko do śnieżnobiałej!

Nóż- do obierania owoców, można go kupić na miejscu tylko trzeba się naszukać

Latarka mała- są przerwy w dostawie prądu elektrycznego i przydaje się w pociągu jak kuszetkowy zgasi światło.

Kserokopie dokumentów- przechowywać w innym miejscu niż oryginały.

Pieniądze

Trochę dolarów lepiej jest już wymienić na indyjskie rupie już na lotnisku ponieważ ceny przejazdu taksówką są dużo wyże w przeliczeniu na dolary. Również większość tańszych hoteli przyjmuje tylko indyjską walutę. Z wymianą czeków podróżnych jest trochę kłopotu ponieważ nie wszystkie banki zajmują się wymianą czeków, a jeśli to robią to trwa to bardzo długo. W miejscach turystycznych nie ma problemu z bankomatami. Dolary i euro można wymienić niemal wszędzie ale nie zawsze jest korzystny kurs. Koszty utrzymania zależą czy podróżujemy sami czy w grupie. Jeśli jest więcej osób koszty podróży rozkładają się na uczestników i można wynegocjować też niższe ceny. Ceny hoteli są bardzo różne w zależności od standardu. Nam jeszcze nigdy nie udało się zarezerwować pokoju w hotelu korzystając z tego przewodnika Paskala, ponieważ jest to przedruk z bardzo popularnego przewodnika Lonty Planet, który jest niemal biblią dla białych turystów. Lepiej jest dokonać rezerwacji za pośrednictwem lokalnego biura podróży lub pytać w hotelu, w którym się zakwaterowaliśmy o inny hotel. Ja dwukrotnie korzystałam z usług indyjskiego biura (raz w Delhi, a drugim razem w Hyderabadzie), oprócz wynajmu samochodu i rezerwacji hoteli skorygowali moją planowaną trasę. Trzeba uwzględnić, że w Indiach czas przejazdu jest uzależniony nie tylko od odległości ale i od stanu drogi. Planując podróż unikajmy noclegów w dużych miastach są zawsze droższe. Upewnijmy się też czy do ceny został wliczony podatek, ponieważ ceny noclegów w hotelach średniej i wyższej kategorii, jak również posiłki i napoje w droższych restauracjach są obciążone podatkiem 12%. Wymieniając pieniądze zachowajcie potwierdzenie wymiany, bo jest potrzebne przy kupnie biletów na pociąg w państwowych kasach i w innych państwowych instytucjach, które chyba za cel postawiły sobie utrudnianie życia turyście.

niedziela, 7 października 2007

Peru i Jezioro Titicaca

Jezioro Titicaca o długości 170 km, największe z wysokogórskich jezior na świecie i największe jezioro Ameryki Południowej, leży w głębi płaskowyżu Altiplano na wysokości 3820 m n.p.m. Powierzchnia jeziora wynosi 8288 km2.

Wąska cieśnina Tiquina dzieli je na dwie części – Chucuito i Huińaymarca. Powietrze jest tu niezwykle czyste, a wody jeziora błękitne. Jeśli przyjeżdża się prosto z wybrzeża, lepiej zostawić sobie czas na spokojną aklimatyzację, by zbyt silnie nie odczuć różnicy wysokości.

Z Puno, głównej przystani na jeziorze po peruwiańskiej stronie, wyrusza się na interesujące wodne wyprawy. Jezioro „zamieszkują” Indianie Uru, których osady tworzą pływające wyspy z trzciny totora.


źródło: http://przewodnik.onet.pl/

środa, 19 września 2007

Chile - Długo oczekiwane spotkanie

Z dala od problemów tego świata, po drugiej stronie Andów schowany jest kraj z najspokojniejszymi ludźmi oraz najbardziej zróżnicowaną i nieposkromioną przyrodą na kontynencie.

Choć do Ameryki Południowej przyjechałem jako turysta, do Chile trafiłem za bliską mi osobą, która znaczną część życia spędziła w stolicy kraju - Santiago. Dzięki temu zwiedzałem miasta, słuchając opowieści studentów architektury, górskie wycieczki odbywałem w towarzystwie prawdziwego chilijskiego alpinisty, a do klubów dostawałem się tylnymi drzwiami, "po znajomości". Zaś wieczory spędzałem przy grillu z nowo poznanymi przyjaciółmi. Ta podwójna rola, obcego przybysza z jednej strony i już bliskiego znajomego z drugiej, zaowocowała dziwnym kolażem sprzecznych doświadczeń. Mimo to po pewnym czasie poczułem się jak u siebie, choć przez moje blond włosy miejscowi i tak brali nas za stadko zagubionych gringos.

podroze.pl
Biedadomki na wybrzeżu mogą nie przetrwać kolejnego trzęsienia ziemi. Duże zdarza się co 25-100 lat, małe - kilkadziesiąt razy dziennie.

Miasto we mgle
Po locie z dwiema przesiadkami wytoczyłem się objuczony walizami i sprzętem narciarskim z lotniska w Santiago. Spraye do dezynfekcji kabiny samolotu wypełniały jeszcze moje płuca. Marzyłem o hauście nieprzetworzonego powietrza. Niestety, całe miasto i niższe partie olbrzymich Andów tonęły w smogu.
Gdy hiszpański konkwistador Pedro de Valdivia zakładał Santiago w 1541 roku, nie mógł przewidzieć, że wybór Doliny Środkowochilijskiej będzie dla dzisiejszej siedmiomilionowej metropolii przekleństwem. Miasto okrążone przez Andy ze wschodu i Kordylierę Nadbrzeżną z zachodu nie może liczyć na wiatr, który rozniósłby masy zanieczyszczonego powietrza. Czarna chmura unosi się od rana nad głowami mieszkańców. Niezrażony pogłoskami, jakoby jeden dzień oddychania tutejszym powietrzem odpowiadał wypaleniu paczki papierosów, ruszyłem do miasta. Aby poznać prawdziwe oblicze Santiago, skierowałem się na Plaza de Armas - tradycyjny punkt centralny wielu zakładanych przez Hiszpanów osad. Znalazłem tam wszystko, co konstytuowało konkwistadorskie państewko: katedrę, ratusz, budynek poczty i pałac arcybiskupi. Z tego miejsca ponad 400 lat temu miasto zaczęło się rozrastać, wypełniając całe dno doliny, a ostatnio nawet wspinając się po andyjskich stokach.
Spodziewałem się bogatej kolonialnej architektury, ale czekał mnie zawód. Śladów dawnej świetności w Santiago brakuje, bo takiego okresu w historii miasta właściwie nie było. Hiszpanom nigdy nie udało się znaleźć w okolicach znaczących pokładów złota, więc nie byli zainteresowani inwestycjami. Do tego większość starych budynków nie przetrwała licznych trzęsień ziemi, w tym ostatniego z 1985 roku.
Iglesia de San Francisco (kościół św. Franciszka), położony kawałek dalej od Plaza de Armas, to obecnie najstarszy budynek w mieście i jedyny, któremu od czasu ukończenia budowy w 1628 roku udało się przetrwać kilka wieków wstrząsów. Z tego powodu otaczany jest najwyższą czcią przez katolickich Chilijczyków.

Nie tylko dla orłów
Na trekking w Andy wybrałem się z Hanibalem, znajomym alpinistą. 1868 metrów wysokości to jak na tamtejsze warunki niewiele, ale wystarczyło, bym zamiast podziwiać widoki, przez kilka godzin podejścia na Alto del Naranjo oglądał czubki swoich butów. Gdy o 30 lat starsi mijali nas truchtem, ja walczyłem, żeby postawić krok na kolejnej skale. Z trudem rozglądałem się w poszukiwaniu kondora - jednego z niewielu ptaków, któremu ludzkie osiedla i pozostawiane odpadki służą, zamiast szkodzić. W Andach w pobliżu miast jest ich pełno. Miałem pecha, kondory nie chciały się pokazać. Oglądaliśmy za to águila juvenil - wyjątkowo rzadki gatunek orła.
Po dotarciu na szczyt przyssałem się do butelki z wodą i wpatrywałem w osnute smogiem Santiago, a Hanibal opowiadał o meczu piłkarskim, jaki rozegrał w drugim obozie na najwyższym szczycie Ameryki Południowej
- Aconcagua. Ekipa francuskich wspinaczy, nieprzyzwyczajona do gry na wysokości powyżej 3000 m, przegrała 80:5. Ponoć nie wymagali reanimacji.
Choć podejście na szczyt najprostszym zboczem nie jest trudniejsze od naszego trekkingu, na stokach Aconcagua i tak ginie 20 osób rocznie. Ofiary to w większości japońscy i niemieccy turyści nieprzygotowani na spadek ciśnienia i brak tlenu.

podroze.pl
Elity z Santiago spotykają się na plaży w Renaca koło Valparaiso.

Windą do nieba
Jak każdy porządny mieszkaniec Santiago, wybrałem się na weekend nad morze do otoczonego modnymi kurortami Valparaiso. Pełne zazwyczaj plaże tym razem były puste. Kto by jechał na nie w środku zimy, gdy temperatura powietrza ledwo przekracza 20°C? W przeciwieństwie do stolicy miasto może się pochwalić bogatą historią. Do czasu otwarcia Kanału Panamskiego w 1914 roku było najważniejszą przystanią dla statków pływających pomiędzy Pacyfikiem a Oceanem Atlantyckim. Valpa, jak nazywają je Chilijczycy, to przede wszystkim rozległe dzielnice ubogich chat wspinające się w stronę Kordyliery po stromych wzgórzach - cerros. Obrośnięte ze wszystkich stron domami stoki są poprzecinane przez głębokie kaniony strumieni pędzących do oceanu. Jazda po krętych uliczkach wymagała wprawy i pojazdu z wysoko zawieszonymi zderzakami, a spacery niezłej kondycji fizycznej - ścieżki i ukryte przesmyki między chałupami to prawie wyłącznie schody. Chodziłem jednak cały czas, bo miasto i jego atmosferę tworzy mała architektura, zaułki, ogródki i spokojni mieszkańcy wyglądający z okien kolorowych chat. Na podpatrywaniu ich codziennego życia oraz podziwianiu pomysłowości w wykorzystaniu do konstrukcji domów blachy falistej, desek i wszelkich odpadków spędzałem całe dnie. Jeszcze jeden zaułek, jeszcze jedna kolorowa uliczka. Zmęczony odpoczywałem na podwieszonej drewnianej kładce lub moście w towarzystwie wszechobecnych watah psów leniwie wygrzewających się na słońcu. W końcu dałem za wygraną i skorzystałem z sieci XIX-wiecznych drewnianych wind wspinających się niemal pionowo po skalnych urwiskach. Miejscowi chętnie płacą 100 pesos i skracają w ten sposób o dobre 20 minut drogę z centrum do domu.

Szczyrk na kraterze
- Mam dla ciebie dobrą wiadomość: jedziemy na południe - oznajmił pewnego ranka Hernan. To jest to. Leniwe życie w stolicy trochę mi się już znudziło.
Następnego dnia mknęliśmy bezkresną Panamericaną.Najpierw znalazłem się z grupą przyjaciół w Pucón, turystycznym miasteczku mającym więcej wspólnego z amerykańską Alaską niż z Chile. Natychmiast po przyjeździe zapakowałem deskę do samochodu i wyruszyłem gliniastą drogą na wulkan Villarica. Nadszedł czas, by skorzystać z możliwości uprawiania sportów zimowych w środku sierpnia. Przyjemności nie zmąciła nawet infrastruktura przypominająca Szczyrk 20 lat temu ani iście południowe podejście chilijskich narciarzy do uprawiania sportu - wchodzą na piechotę pod górę i biegają radośnie w poprzek stoku. Rozpędzony wypadłem poza trasę, bo nikomu nie przyszło do głowy, by oznakować skręt. Otrzepując kurtkę ze śniegu, miałem wreszcie chwilę, by popatrzeć w górę na wydobywające się ze stożka kłęby dymu i w dół, na Pucón i Lago Villarica w ciemnym, horyzontalnym przesmyku pomiędzy śniegiem a chmurami.
Zimą śnieg pada tu niemal codziennie, ale widoki i tak są jedyne w swoim rodzaju.

Górska eminencja
Z wulkanicznego, górskiego regionu Pucón przeniosłem się nad ocean, który z każdego miejsca w kraju jest oddalony o nie więcej niż 300 km. Niedaleko nadmorskiej Valdivii, na małej przystani przepakowaliśmy bagaże z samochodów na łódkę i popłynęliśmy szeroką Rio Calle Calle, by spędzić tydzień na odizolowanym od świata campo - chilijskiej farmie.
Cały region Valdivii i tereny wokół niej uległy zupełnemu przeobrażeniu na początku lat 60. XX wieku, po potężnym trzęsieniu ziemi. Obszar obniżył się o trzy metry w stosunku do poziomu morza. Niewielkie wcześniej rzeki rozlały się na setkach kilometrów kwadratowych. Z powodu tak gwałtownych zmian Rio Cruces stała się jedną z niewielu rzek na świecie, która zamiast regularnego prądu rzecznego poddaje się pływom morskim.
W przeprawie towarzyszył nam doświadczony sternik, który manewrował między mieliznami i pokazywał nam wystające z wody drzewa i słupy telegraficzne. Myślałem, że spędzając czas jak prawdziwy huaso (chilijski odpowiednik gaucho) - w siodle i przy ognisku - kilka kilometrów od oceanu, uwolnię się od ciągłej obecności Andów.
To jednak w Chile niemożliwe. Gdy z kolegą z Argentyny dotarliśmy konno na szczyt wzgórza, zobaczyliśmy zdziwieni wulkan Villarica. Między nami i szczytami południowych Andów było sto kilometrów równiny, a za plecami mieliśmy Pacyfik. Wszystko oświetlone na pomarańczowo ostatnimi promieniami słońca. Poruszony widokiem stałem jak oniemiały. Za to mój towarzysz, niepomny podniosłości chwili, wyciągnął palmtop z kieszeni wiatrówki, tłumacząc, że tu, na górze, ma dobry zasięg i wreszcie odbierze e-maile z biura.

podroze.pl
W Valle de la Luna, zgodnie z nazwą, trudno o krajobraz przypominający Ziemię.

Atamorgana
Tym razem tylko z jedną towarzyszką, Olą, wyruszyłem z chłodnego, deszczowego południa na ciepłą północ, by po przebyciu 2500 km autobusem i samochodem znaleźć się w sercu Atakamy - najsuchszej pustyni świata. Dotarliśmy do San Pedro de Atacama, nieoficjalnej stolicy płaskowyżu Altiplano. Osada, zbudowana w całości z wulkanicznych kamieni i wysuszonej w słońcu gliny, została ostatnio opanowana przez młodych podróżników z całego świata. Spod przymykających się powiek obserwowałem w jednym z licznych barów tę międzynarodową mozaikę studencko-licealną. Zmęczenie podróżą zalewałem Pisco Sour - drinkiem na bazie mocnej winogronowej wódki chilijskiej.
Rano, żałując eksperymentów z miejscowym alkoholem w mieście położonym na 2440 m, odjechaliśmy wypożyczonym, brudnym całym piachem pustyni pikapem w stronę Valle de la Muerte. Dopiero teraz uświadomiłem sobie wyjątkowość Altiplano - w niższych miejscach wyżyna przekracza grubo 2000 m i ciągnie się do ponad 4000. Nawet tak wysoko trudno określić, czy dany stok jest już częścią wulkanu, czy jeszcze płaskowyżem. Dlatego perspektywa we wstecznym lusterku płatała mi figle - najwyższy w regionie Licancabur (5916 m) wydawał się górować tuż nad San Pedro, choć w rzeczywistości jest oddalony o kilkadziesiąt kilometrów łagodnie wznoszącej się wyżyny. I my się od niego oddalaliśmy, klucząc po bezdrożach i zagłębiając się coraz bardziej w las wydm i skalnych formacji.

Kłujący dziadunio
Pukanie do drzwi zbudziło nas o czwartej nad ranem. Mieliśmy pojechać do El Tatio, najwyżej położonego skupiska gejzerów na świecie. Podobno najlepiej obserwuje się je o świcie. Kierowca i przewodnik zapakowali do samochodu jeszcze kilkunastu zaspanych turystów i ruszyliśmy w drogę. Przez dwie godziny nikt nie mógł zasnąć z zimna i oddychać od pustynnego pyłu, który wypełniał pędzącego busa. Gdy wymęczeni wyszliśmy z samochodu, wysokość (4321 m) i temperatura (-11°C) zwaliły mnie z nóg. Bez rękawiczek i zimowej kurtki walczyłem zgrabiałymi rękoma z aparatem, by zrobić przynajmniej kilka zdjęć. Z odrętwienia wyrwała mnie dopiero serwowana przez kierowcę aquita de coca - herbata z liści koki, łagodzące objawy choroby wysokościowej. W El Tatio, rozległej niecce pomiędzy wulkanami, wody lodowca przedostają się podziemnymi kanałami do pokładów gorącej wulkanicznej magmy. W kilka sekund zostają doprowadzone do wrzenia i dochodzi do erupcji z wyżłobionych w skale gejzerów. Podobno słup wody może osiągnąć 10 m, my zobaczyliśmy zaledwie dziesięciocentymetrowy słupek.
W drodze powrotnej wybraliśmy się jeszcze na krótki trekking. Zwieńczeniem był widok najstarszego znanego kaktusa na Altiplano - osiągnięcie 5 m wzrostu zajęło mu 700 lat.
Jest tak rachityczny, że niebaczny ruch ręki mógłby zakończyć jego żywot. Na spotkaniu ze staruszkiem kończyła się moja podróż po Chile. Poczułem, że zobaczyłem tu świat, który przerasta przybysza. Wieczny jak Andy, jak kaktus z Atakamy i jak papierowe kwiaty, które mieszkańcy pustyni składają na grobach. Bez deszczu jednorazowe wiązanki mogą przetrwać lata.


Tekst Błażej Karwowski
Zdjęcia Wojciech Buss
źródło: http://www.podroze.pl/

niedziela, 2 września 2007

Mauritius

Największą tajemnicy wyspy Mauritius jest trwająca niezmiennie od wieków siła miłości. Jakaś swoista magia sprawia, że uczucia liryczne atakują tu nawet zrównoważonych wydawałoby się ludzi z siłą huraganu.
Szczególnie upodobali sobie wyspę Europejczycy, przyjeżdżający tu by spędzić miodowy miesiąc, uczcić rocznicę ślubu lub po prostu wstąpić w związek małżeński. Prawo republiki przewiduje możliwość udzielenia ślubu cudzoziemcom, pod warunkiem, że spędzą na wyspie co najmniej 3 dni. Ta wspaniała uroczystość odbywa się najczęściej o zmierzchu, na plaży, pod palmami, przy dźwiękach Segi, narodowego tańca przypominającego lambadę, gdy korzenny rum leje się strumieniami. To właśnie dla nowożeńców hotele przeznaczyły specjalnie przygotowane apartamenty, tonące w kwiatach, z zimnym szampanem i owocami, z promocyjną (sporo tańszą) ofertą cenową.
Mauritius to urozmaicony ogród, pokryty w większości przez zielony ocean trzciny cukrowej, której długie liście wiecznie tańczą w rytmie pieszczotliwych pasatów. Spacerując w centrum wyspy drogami przecinającymi plantacje herbaty, można by pomyśleć, że znajdujemy się w Indiach. W okolicy miast Curepipe i Vacoas, nienaganne trawniki przywodzą na myśl peryferie jakiejś angielskiej aglomeracji. Nieco dalej, w kierunku zachodniego wybrzeża, afrykańskie pejzaże rozpościerają się przed oczami. Laguny i plaże Mauritiusa należą do najpiękniejszych na świecie.

Mauritius tworzy część archipelagu Maskarenów, razem z wyspami Reunion i Rodrigues. Ta wulkaniczna wyspa o powierzchni 1860 m2, jest gęsto zaludniona przez ponad milion mieszkańców. Od odkrycia wyspy w XVI wieku, wiele grup etnicznych osiedlało się stopniowo na Mauritiusie. Ten typowy "melting pot" jest dziś źródłem dumy dla mieszkańców. Wierne swoim tradycjom różne grupy etniczne (Hindusi, Tamile ,Chińczycy, Afrykańczycy, Europejczycy i Malgasze) współżyją w pełnej harmonii, respektując nawzajem swoje tradycje. Dzisiaj podstawowymi źródłami dochodów wyspy są: trzcina cukrowa, przemysł tekstylny i turystyka. Ten ostatni dział gospodarki podlega ścisłej kontroli władz, które starają się uniknąć katastrofalnych skutków niepohamowanego wzrostu infrastruktury turystycznej.
W ten sposób Mauritius zdobył sobie opinię miejsca ekskluzywnego, z dala od turystyki masowej. Ta wyjątkowa właściwość wyspy odzwierciedla się nie tylko w jej cudownych pejzażach - wspaniałych plażach, rzadkich gatunkach flory i fauny w majestatycznej samotności gór wnętrza kraju, ale również w wysokim poziomie usług: obsługi hotelowej (od najskromniejszych do najbardziej luksusowych).
Wyspa znana była już w średniowieczu żeglarzom arabskim. Od XVI wieku odkryli ją i kolonizowali kolejno Portugalczycy, Holendrzy, Francuzi i Anglicy.
Właśnie Holendrzy ochrzcili ją imieniem swego władcy, Księcia Maurycego z Nassau i wprowadzili uprawę trzciny cukrowej, która do dziś, obok turystyki, stanowi główne zajęcie mieszkańców wyspy.
Później pojawili się Francuzi, lecz w czasie wojen napoleońskich musieli w 1810 r. zrezygnować na korzyść Wielkiej Brytanii, która w 4 lata później ogłosiła Mauritius swoją kolonią. Wyspa uzyskała niepodległość 12 marca 1968 r.
W 1598 roku, Holendrzy zawijają do dzisiejszego Mahebourga i na cześć Maurycego z Nassau nadają wyspie nazwę Mauritius. Dla kompanii holenderskiej, rywalizującej z zadomowioną na sąsiednim Reunion kompanią Indii, Mauritius staje się istotną przystanią na drodze wiodącej z Holandii na Jawę. Wyspę zasiedlają wówczas koloniści z prowincji Kapsztadu w południowej Afryce, kilku skazańców z Indii i niewolnicy z Madagaskaru, którzy wyniszczają na zawsze słynne Dodo. Osiedleńcy nie wprowadzają żadnych upraw. W 1710 roku Holendrzy opuszczają wyspę by zainstalować się w regionie Kapsztadu, o wiele lepiej usytuowanym na drodze do Indii. Pozostawiają jednak po sobie trzcinę cukrową i przywiezione z Jawy w 1639 roku jelenie, jak również pierwsze mapy kraju oraz nazwy "Flacq" i "Surinam".
Francuzi podporządkowują sobie wyspę w 1715 roku, nazywając ją "Ile de France". Pierwsi koloniści osiedlają się sześć lat później. Za czasów gubernatora Mahe de Labourdonnais (1735-1747) wyspa dobrze prosperuje.
Podczas całego wieku osiemnastego wyspa jest główną przystanią archipelagu, przyciągając korsarzy (m.in. Surcouf), sławnych żeglarzy (Bougainville, la Perouse) i wojskowych. "Ile de France" staje się wówczas bazą marynarki francuskiej. Wyspa jest już ważnym punktem strategicznym Oceanu Indyjskiego. Anglicy, korzystając z wojen napoleońskich, w 1810 roku podbijają wyspę, o której wartości stanowi jej położenie w niedalekiej odległości od Indii: klejnotu brytyjskiej korony. Nowi gospodarze przywracają wyspie nazwę Mauritius i próbują zaszczepić brytyjskie tradycje i język angielski. Mieszkańcy reagują posłusznie, ale nie porzucają ani języka, ani typowo francuskiego życia. W połowie wieku dziewiętnastego, Mauritius staje się wyspą kosmopolityczną i taką pozostaje aż do dnia dzisiejszego. Od obalenia niewolnictwa w 1835 roku, aż do roku 1909, Anglicy sprowadzają tutaj tanią siłę roboczą z Indii, co prowadzi do prawdziwej "indianizacji" wyspy. Również Chińczycy i Malgasze osiedlają się masowo na wyspie.
Znane osobistości zatrzymują się na Mauritiusie: Darwin, Baudelaire, Joseph Conrad, Mark Twain. Przemysł cukrowy rozwija się w pełni do roku 1860. Powoli jednak rozpoczyna się schyłek wyspy, spowodowany otwarciem Kanału Sueskiego w 1869 roku, który pozostawia Mauritius poza nowymi szlakami morskimi. Pod koniec wieku, upadek pogłębia się z powodu cyklonów, epidemii i nadmiernego zagęszczenia ludności.
Pierwsza wojna światowa nie wprowadza żadnych zmian na Mauritiusie. Natomiast w czasie drugiej wojny, po upadku Singapuru, Anglicy budują na wyspie bazę morską i lotniczą. W ten sposób, w sto lat później, Mauritius odnajduje pewien prestiż na szlakach morskich.
Dwunastego marca 1968 roku, Mauritius uzyskuje niepodległość w ramach Wspólnoty Brytyjskiej.
W 24 lata później, dwunastego marca 1992 roku, Mauritius jest proklamowany republiką. Prezydent, wyłoniony w wyborach, zastępuje dotychczasowego generalnego gubernatora. Republika Mauritiusa pozostaje członkiem Wspólnoty Brytyjskiej i angielski jest nadal językiem urzędowym, jakkolwiek francuski i bliski jemu kreolski są nadal w powszechnym użyciu. Dziś Mauritius jest krajem zasobnym, nie znającym bezrobocia. Rozwojowi dotychczasowych gałęzi gospodarki (trzcina cukrowa, przemysł włókienniczy i turystyka) towarzyszą nowe sektory. Kraj przystosowuje się szybko do zmian ekonomicznych i technologicznych na świecie. Od 1970 roku, Mauritius stał się pierwszą strefą bezcłową na Oceanie Indyjskim (import, przerób i reeksport produktów przemysłowych). Również sektor finansowy posiada tu wspaniałą przyszłość. Z jednej strony dzięki istnieniu bezcłowego portu, a z drugiej strony dzięki stworzeniu strefy finansowej "offshore". Tutejsza informatyka (programowanie, grafika komputerowa) należy do jednej z najbardziej zaawansowanych i konkurencyjnych w świecie.

środa, 29 sierpnia 2007

Malta

Wyspa leżąca na Morzu Śródziemnym, przesycona kulturami różnych narodów, Anglii, Włoch i arabskiej części Afryki. To państwo tworzy kilka skalistych wysp na morzu Śródziemnym. Mniej więcej po środku między Gibraltarem a Izraelem, między Sycylią a Tunezją. Powierzchnię 316km2 zamieszkuje 370.000 mieszkańców.

Kraj ten ma bogatą historię, liczącą już prawie 7000 lat, śladami tej historii są piękne świątynie oraz średniowieczne kościoły.
Symbolem Malty jest czerwony ośmiokątny krzyż uosabiający osiem boskich błogosławieństw.

Malta to też przede wszystkim raj dla turystów spragnionych słońca, przepięknych plaż i marzących o kąpieli w ciepłym morzu. Nie zapomniano także o propozycji dla aktywnych oferując liczne szkoły nurkowania, jazdy konnej, wspinaczki skalnej, a przede wszystkim liczne szkoły języka angielskiego o różnym stopniu zaawansowania.

Na Malcie językiem urzędowym jest angielski, a walutą jest Funt Maltański (1 MTL około 2,45 EUR), wymienialny z EUR na miejscu bez problemów.

sobota, 25 sierpnia 2007

A może do Meksyku?

nazwa Państwa: Meksyk
kontynent: Ameryka Północna
stolica: Meksyk
powierzchnia: 1 km²
ludność: 104,9 mln
język: Hiszpański, języki lokalne Indian (np. Majów)
waluta: Nowe peso (MXN)
szczepienia: Brak obowiązkowych szczepień.
wiza: Dla pobytu do 90 dni nie jest wymagana.
zasilanie: 127V (wtyczki typu A, B)



INFORMACJE OGÓLNE



WARUNKI NATURALNE

Meksyk jest państwem leżącym w południowej części Ameryki Północnej nad Oceanem Spokojnym na zachodzie i południu oraz nad Zatoką Meksykańską i Morzem Karaibskim na wschodzie. Graniczy z takim państwami jak: Belize, Gwatemala i Stany Zjednoczone. Niemal 80% kraju zajmuje wysoki płaskowyż (Wyżyna Meksykańska), a po jego obydwu stronach rozciągaja sie nizinne równiny przybrzeżne. Dwa łańcuchy górskie, Sierra Nevada na zachodzie kraju oraz Góry Skaliste na wschodzie stanowią kontunuację łańcuchów górskich Stanów Zjednoczonych. Noszą one nazwy Sierra Madre Zachodnia i Sierra Madre Wschodnia. Obydwa osiągają wysokosc ponad 3000 m, a niektóre szczyty przekraczją nawet 5000 m. Obniżenie terenu, doliny rzeczne i bloki górskie dzielą płaskowyż nz szereg mniejszych regionów. Trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów są zjawiskami normalnymi. Niziny rozciągają się wzdłuż wybrzeży, głównie nad Zatoką Meksykańską i Morzem Karaibskim. Na zachodnim wybrzeżu znajduje się górzysty półwysep Kalifornijski. Linia brzegowa jest słabo rozwinięta. Największymi półwyspamiMeksyku są Półwysep Kalifornijski i Jukatan. Do Meksyku należą również wyspy w Zatoce Kalifornijskiej takie jak :Tiburón, Angel de la Guarda, Carmen, San José i inne, wyspy na Oceanie Spokojnym jak: Cedros, Santa Margarita, archipelag Islas Marías i inne oraz Cozumel i małe wysepki koralowe na Morzu Karaibskim i w Zatoce Meksykańskiej.


KLIMAT

Meksyk to kraj o dużych różnicach klimatycznych. W północnej i środkowej części Meksyku zwrotnikowy, w południowej - podrównikowy wilgotny, silnie zróżnicowany w zależności od wzniesienia n.p.m. i oddalenia od oceanów. Największe opady 2500-4000 mm występują na krańcach południowych, 500-1000 mm nad Oceanem Spokojnym i Zatoką Meksykańską, 200-500 mm w środkowymMeksyku, najsuchsza jest północno - zachodnia część kraju z rocznymi opadami 50-100 mm.


Średnie temperatury Meksyku (w °C)

IIIIIIIVVVIVIIVIIIIXXXIXII
11°25°26°24°18°18°18°15°14°


Średnie opady - suma opadów mierzona w milimetrach

IIIIIIIVVVIVIIVIIIIXXXIXII
2525253560125160150125602010



LUDNOŚĆ

Grupy etniczne: Metysi 60%, Indianie 30%, Biali 9%.
Grupy wyznaniowe: katolicy 89%, protestanci 6%, bezwyznaniowi 3%.



WARTO PRZECZYTAĆ PRZED WYJAZDEM


WIZY

Obowiązuje ruch bezwizowy przy wyjazdach turystycznych do 90 dni. Przy wyjazdach, których celem jest praca, działalność handlowa, nauka należy wystąpić do meksykańskiego konsulatuo wizę, ponieważ wykonywanie tych czynności bez odpowiedniego rodzaju dokumentu może być podstawą do usunięcia obcokrajowca z Meksyku.


PASZPORT

Przy wjeździe do Meksyku wymagane jest posiadanie ważnego paszportu, choć termin ważności nie jest określony. Podróż do strefy przygranicznej z biletem w jedną stronę i bez wizy amerykańskiej może być podstawą do zatrzymania w stacj imigracyjnej, a następnie usunięcia obcokrajowca zMeksyku . Należy pamiętać, że wypełniona deklaracja wjazdowa musi być opieczętowana przez urzędnika migracyjnego w momencie przekraczania granicy (w przypadku podróży samolotem jest to pierwsze lotnisko meksykańskie, a nie docelowe; w przypadku przekraczania lądowej granicy północnej z USA należy zwrócić się do jednego z konsulatówMeksyku przy granicy). Trzeba również dopilnować, aby urzędnik migracyjny wstawił pieczęć przekroczenia granicy w paszporcie. Brak jakiejkolwiek z tych pieczęci może być podstawą do usunięcia obcokrajowca zMeksyku.


OPŁATY TURYSTYCZNE

Przy przekraczaniu granicy Meksyku drogą lądową pobierana jest opłata turystyczna (w przypadku podróży samolotem jest ona wliczona w cenę biletu) w wysokości 25 USD.


ZDOLNOŚĆ PŁATNICZA

Nie ma określonej kwoty pieniędzy na dzień pobytu, jednak jeśli wjeżdżający określa cel pobytu jako turystyczny, władze mogą zażądać okazania środków niezbędnych do podróżowania przez deklarowany okres pobytu.


MELDUNEK

Nie istnieje obowiązek meldunkowy dla cudzoziemców przebywajacych na krótkotrwałych pobytach turystycznych.


PRAWO JAZDY

Od kierowców w zasadzie wymaga się posiadania międzynarodowego prawa jazdy. W praktyce jednak samochody są wypożyczane nawet po okazaniu polskiego prawa jazdy. Również w razie wypadku polskie prawo jazdy jest często respektowane.


UBEZPIECZENIE

Nie istnieje obowiązek posiadania ubezpieczenia osobowego. Z ubezpieczeń komunikacyjnych obowiązkowe jest OC. Zaleca się jednak ubezpieczenie od kosztów leczenia w towarzystwie międzynarodowym z przedstawicielstwem w USA lubMeksyku, ponieważ osoby hospitalizowane nie są wypisywane ze szpitala przed uregulowaniem wszelkich należności za leczenie.


SZCZEPIENIA

Przy wjeździe do Meksyku nie są wymagane szczepienia ochronne. Istnieje bardzo wysokie zagrożenie amebozą, a w porze deszczowej na terenach dżungli zdarzają się wypadki cholery. W związku z zagrożeniem amebozą oraz bakteryjnymi i wirusowymi chorobami układu pokarmowego należy unikać jedzenia przygotowywanego na straganach ulicznych, owoców nie poddanych odkażeniu oraz picia wody innej niż butelkowana.


OPIEKA MEDYCZNA

W miastach oraz w dużych ośrodkach turystycznych dostęp do opieki medycznej jest łatwy. Koszt zwykłej wizyty lekarskiej wynosiok. 30-50 USD. Doba w szpitalu, w zależności od przyczyny hospitalizacji, kosztuje od 500 USD do 2000 USD, a rachunki szpitalne obejmują wszelkie zabiegi i materiały do nich zużyte oraz oddzielnie wysokie honoraria lekarzy.


BEZPIECZEŃSTWO

Ze względów bezpieczeństwa należy unikać podróżowania nocą. Na terenie całego kraju, zwłaszcza w dużych miastach oraz skupiskach turystycznych, istnieje bardzo wysokie zagrożenie napadami, również z bronią w ręku. W razie napadu rekomendowany jest najpierw kontakt z ambasadą, a dopiero później z miejscowa policją, za pośrednictwem placówki. W przypadku napadu z bronią w ręku nie należy stawiać oporu napastnikom, raczej oddać żądane pieniądze i kosztowności. Ambasada sugeruje pozostawianie w hotelowych sejfach lub w szczególnych sytuacjach nawet w depozycie placówki ważniejszych dokumentów, biletów lotniczych oraz kosztowności. Przy podróżowaniu po stanie Chiapas na południowym wschodzie należy się liczyć z częstymi kontrolami dokumentów przez władze wojskowe i policję.
W mieście Meksyk należy bezwzględnie wystrzegać się podróżowania taksówkami zatrzymanymi na ulicy.


PRZEPISY CELNE

Istnieje całkowity zakaz wwozu i wywozu wszelkich artykułów spożywczych. Również całkowitym zakazem wywozu są objęte wszelkie rośliny i nasiona. Wwóz i wywóz zwierząt domowych możliwy jest po przedstawieniu zaświadczenia weterynaryjnego. Wwóz, posiadanie czy handel narkotykami podlegają karom więzienia od 5 do 30 lat.


OGRANICZENIE DEWIZOWE

Nie istnieją ograniczenia ani szczególne regulacje dotyczące wwozu, wymiany i wywozu pieniędzy. W dużych ośrodkach turystycznych istnieje możliwość płacenia w dolarach USA. W większości miejsc w miastach i centrach turystycznych akceptowanesą wszystkie ważniejsze międzynarodowe karty kredytowe.


OBYCZAJE

Zwyczaje meksykańskie nie pozwalają zaprzeczać gościom ani na ich pytania odpowiadać negatywnie. W towarzystwie gospodarzy nie należy krytykować żadnego aspektu życia wMeksyku ani zachowania Meksykanów - krytyka nawet konstruktywna od obcych nie będzie dobrze przyjęta. Należy pamiętać o zwyczaju dawania drobnych napiwków za wszelkie usługi.



PLACÓWKI DYPLOMATYCZNE W POLSCE

Ambasada Meksykańskich Stanów Zjednoczonych
ul. Starościńska 1 B m. 4-5, 02-516 Warszawa
tel.:646-88-00; fax:646-42-22;
e-mail: embamex@ikp.pl

Wydział Konsularny
ul. Starościńska 1 B m. 24, 02-516 Warszawa
tel.:646-88-00; fax:646-42-22;
e-mail: embamex@ikp.pl



PLACÓWKI POLSKIE ZA GRANICĄ

Ambasada RP
Calle Cracovia 40, Colonia San Angel, 01000 México D.F.
Apartado Postal 20383
tel. (0052) (55) 55-50-47-00, 55-50-48-78; fax. (0052) (55) 56-16-08-22
www.polonia.org.mx
e-mail: embajadadepolonia@prodigy.net.mx
Wydział Konsularny: konsul@prodigy.net.mx
stanowisko ds. ekonomiczno-handlowych: comercio_pl@prodigy.net.mx
stanowisko ds. kultury i nauki: polcultura@prodigy.net.mx

Konsulat RP w Acapulco
Konsul Honorowy, Eduardo Wichtendahl Palazuelos (jęz.: hiszpański, angielski, francuski)
Casa Tres Fuentes, Sebastian el Cano #190
Frac. Costa Azul, Acapulco Guerrero, C.P. 39850
tel.: (00-52-7) 484-3801, 484-1860; fax: (00-52-7) 484-3810
e-mail: eww3@cornell.edu

Konsulat RP w Cancún
Konsul Honorowy: Francisco Armand Pimentel (hiszpański, angielski)
Av. Nader 40, Edificio Marruecos Local 4, P.B. Supermanzana 2-A
77500 Cancún, Quintana Roo
tel. (01-998) 884-70-20; fax. (01-998) 887-33-99
e-mail: sukces@cancun.com.mx

Konsulat RP w Guadalajara
Konsul Honorowy: José Manuel Gomez Vazquez Aldana (hiszpański, angielski, francuski)
Aurelio Ortega No.764, Col.Seattle, C.P. 45150, Guadalajara
Zapopan, Jalisco, México
tel. (01-33) 36-56-56-19, 36-56-47-27; fax. (01-33) 36-56-54-91
e-mail: corporate@gva.com.mx

Konsulat RP w Monterrey
Konsul Honorowy: Eduardo Macias Santos (hiszpański, angielski)
Condomino Acero, Zaragoza 1000 Sur, 3r piso, despacho 306
Col. Centro, C.P. 64000, Monterrey, Nuevo León, México
tel. (01-81) 83-40-28-54; fax. (01-81) 83-40-28-54
e-mail: ems@dicomsamty.com.mx

Konsulat RP w Tulancingo
Konsul Honorowy: Alberto Stebelski-Orlowski (hiszpański, angielski, francuski)
Oficina: 21 de Marzo, 124 Sur, 43600 Tulancingo, Hgo
tel./fax (01-775) 755-24-64 tel. (praca) (55) 52-50-97-11; fax. (55) 52-54-34-65
e-mail: wstebelski1@hotmail.com

Konsulat RP w Guanajuato
Konsul Honorowy: Hector Eduardo Webb Cruces (hiszpański, angielski)
Paseo de la Presa #39, C.P. 36000 Guanajuato, Gto.
Tel. (0052) 473 7310852; Fax. (0052) 473 7310853
e-mail: hectorwebb@hotmail.com

wtorek, 21 sierpnia 2007

Portugalia

Portugalia to kraj na zachodnim krańcu Europy, na którym dla starożytnych kończyła się Ziemia. To właśnie położenie geograficzne miało bezsporny wpływ na wielkie wyprawy odkrywcze i badawcze, dzięki którym Portugalczycy w okresie swojej ekspansji stworzyli imperium o znaczeniu światowym.

Kraj, w którego świadomości, pomnikach historii i dziełach kultury, trwa wciąż pamięć niegdysiejszej potęgi, znaczenia i bogactwa.

To wyjątkowo piękna część Europy, bogata zarówno w rzeki, lasy i doliny na północy, jak i urozmaiconą linię brzegową, obejmującą plaże, klify i jaskinie, na południu. Kraj, którego krajobraz ulega diametralnym zmianom na niewielkich odległościach.

Życie toczy się tu wolno, a sami mieszkańcy określają swoją ojczyznę jako ziemię łagodnych obyczajów. Portugalia zaskakuje i jednocześnie zachwyca różnorodnością stylów architektonicznych, z których najbardziej interesujący to manueliński styl narodowy.


Przewodnik - PortugaliaMIASTA I ZABYTKI

W Lizbonie turyści podziwiają m.in. XVII-wieczne centrum, monumentalny Pomnik Odkrywców, klasztor Hieronimitów z kościołem Santa Maria, w którym spoczywają prochy Vasco da Gama, a także dzielnicę rzemieślników i ludzi morza - Alfama.

Na wąskich uliczkach życie toczy się tam do późnych godzin nocnych. Niesamowite wrażenie wywiera przejazd najdłuższym wiszącym mostem w Europie - przerzuconym nad rzeką Tag.

Warte odwiedzin są także: uniwersytecka Coimbra, klasztor w Tomar, średniowieczne miasteczko Obidos, a przede wszystkim Fatima - słynne sanktuarium kultu maryjnego. Ale Portugalia to nie tylko zabytki. To także malownicze krajobrazy i smaczna kuchnia. Równorzędną atrakcją turystyczną jest wybrzeże Oceanu Atlantyckiego z szerokimi, pięknymi plażami.

PLAŻE

Największą popularnością cieszą się plaże w rejonie turystycznym Algarve. O ich atrakcyjności decyduje niecodzienny Przewodnik - Portugaliakrajobraz - błękitne morze, złoty, delikatny piasek plaż i skały z czerwonego piaskowca. W miejscowościach i kurortach turystycznych można wypożyczyć leżaki i parasole, w plażowym barze zamówić schłodzonego drinka i oddać się beztroskiemu relaksowi. Większość plaż jest bardzo dobrze oznakowana i strzeżona, dlatego nie musimy się martwić, że przypadkiem zażywamy kąpieli w niedozwolonym miejscu.

Na wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego panują dobre warunki do uprawiania sportów wodnych i plażowych. Dobrze rozwinięte mariny mogą pochwalić się starą tradycją żeglarską, a także sprzętem, który udostępniają turystom spragnionym słońca i błękitu oceanu. Wybrzeże Algarve, Praia de Rocha i Playa de Alvor oferuje nam szereg atrakcji - boiska do gry w siatkówkę plażową, możliwość uprawiania surfingu, windsurfingu, jet-ski oraz żeglowania po oceanie.

ROZRYWKA

W nadatlantyckich kurortach nie brakuje miejsc, gdzie można wypocząć, a przy tym dobrze zjeść, posmakować lokalnych Przewodnik - Portugaliatrunków i potańczyć. Portugalskie dania rybne i z owoców morza najlepiej smakują w połączeniu z portugalskimi winami. Szczególnie polecamy białe i czerwone wina regionalne - Lagoa, Taviro i Alentejo.

Dużym uznaniem wśród turystów cieszą się restauracje usytuowane przy plażach, w Praia da Rocha są to między innymi Dolce Vita - naprzeciwko hotelu Algarve, Tropical oraz Titanic. W miejscowości Alvor do chętnie odwiedzanych i klimatycznych zalicza się restaurację mieszczącą się zaraz przy urokliwym porcie - Fishermen's Rest, a w lokalach w Algavre będziemy mogli zjeść słynne danie z kurczaka przyprawionego na ostro.

Życie nocne na wybrzeżu jest bardzo bogate. Dbają o to usytuowane ti hotele, w których często odbywają się wieczory folklorystyczne, dyskoteki i koncerty. Ciekawe dyskoteki, zawsze pełne gości znajdują się np. w Praia da Rocha, warto zajrzeć do dyskoteki On The Rocks oraz Baby-Ion - dobra zabawa gwarantowana!

INFORMACJE PRAKTYCZNE
  • Kafejki internetowe - znajdziemy je we wszystkich większych miejscowościach. O adres najlepiej spytać rezydenta
  • Poczta - znaczki i kartki pocztowe najlepiej kupować w recepcji hotelu. Każdą przesyłkę wysłaną do Polski należy opatrzyć dopiskiem "Polonia", a przesyłkę lotniczą dodatkowo "Por Aviao". Przesyłka dociera zazwyczaj w przeciągu 3-5 dni od daty wysłania
  • Telefon - aby połączyć się z polskim numerem telefonu, należy wybrać numer kierunkowy kraju 0-048, następnie numer kierunkowy miasta, bez poprzedzającego go zera, i numer rozmówcy
  • Taksówki - w każdym hotelu możemy zamówić taksówkę przez recepcję, kierowcy oczekują 10 % napiwku.
źródło: http://www.wakacje.pl/przewodnik/portugalia/



niedziela, 19 sierpnia 2007

Chorwacja

Chorwacja już od kilku lat stanowi główny cel wyjazdów turystycznych tak Polaków, jak i innych europejskich nacji. Od czasów zakończenia ostatnich konfliktów zbrojnych w latach dziewięćdziesiątych, kraj ten cieszy się wzrastającym zainteresowaniem turystów, co jest zrozumiałe, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że w tym rejonie Europy niewiele miejsc może pochwalić się takimi walorami, jak wspaniałe wybrzeże z mnóstwem wysp, ciepłym i czystym morzem, życzliwą turystom ludnością. Odwiedzającym oferuje się możliwość poznawania wspaniałej przyrody, zarówno na lądzie jak i na morzu, liczne ślady historii zamknięte w starożytnych ruinach, zabytkowych miastach, takich jak: Dubrovnik, Pula czy Hvar.

Inni cenią sobie chorwacką kuchnię śródziemnomorską, żeglarstwo, windsurfing, nurkowanie.

Jeziora Plitvickie

Stanowią rezerwat położony w centralnej części Chorwacji. Tworzy go 16 jezior powstałych wskutek ruchów tektonicznych i procesów krasowych. Jeziora, leżące na różnych poziomach, są połączone 92 wodospadami i kaskadami, a woda ma niespotykany, turkusowo-zielony kolor. Woda, rzeźbiąca w miękkiej skale dolomitowej, ukształtowała dolinę z dziesiątkami skalnych progów i barier, tworząc fantazyjne kształty. Najdłuższy wodospad - Galovački Buk - spada z wysokości 20 metrów. Cały teren można zwiedzać, poruszając się po drewnianych kładkach i mostkach zbudowanych nad brzegami akwenów, ale jest to dosyć męczący, bo 18 kilometrowy spacer. Dużo łatwiej jest wsiąść na drewnianą tratwę, zabudowaną ławeczkami i daszkiem, która opływa główne, dostępne dla niej jeziora.

Najszybsza metoda poruszania się po Parku to elektryczna kolejka z oszklonymi wagonami, największa frajda dla dzieci. Na terenie Plitvic nie można się kąpać, ani łowić ryb, co dla zapalonych wędkarzy jest prawdziwym zmartwieniem, ponieważ w przejrzystych wodach pływają ogromne "sztuki", zupełnie nie zwracając uwagi na zwiedzających. Wstęp kosztuje około 30 złotych od osoby dorosłej. Na miejscu hotele i kampingi oraz wielki parking.

Kornaty

To grupa 125 wysp położonych na wschód od Biogradu, między wyspą Dugi Otok a Šibenikiem. Wyspy są niezamieszkałe, najczęściej kamieniste, z bardzo skąpą roślinnością. Zwiedzić je można jedynie dostając się w ich rejon drogą morską. Organizowane przez miejscowe agencje wycieczki są płatne (ok. 250 Kn). Inną możliwością zwiedzania jest dopłynięcie własnym jachtem lub wynajętą "taksówką wodną". Prawdziwe piękno archipelagu jest ukryte pod wodą, gdzie można obejrzeć najbardziej zróżnicowaną na chorwackim wybrzeżu linię skalnych ścian, grot i jaskiń.

Teren jest chroniony od 1980 roku, kiedy to został ogłoszony Parkiem Narodowym, więc oprócz urozmaiconej linii brzegowej cieszy oko bogactwem ryb, homarów i langust.Największa wyspa, Murter, oferuje miejsca w przystani żeglarskiej oraz kwatery prywatne.

Paklenica

Park obejmuje dwa długie wąwozy. Trasa ciekawszego z nich - Velikiej Paklenicy - rozpoczyna się wśród stromych skał, sięgających 700 metrów wysokości. Dnem wąwozu płynie potok, a cały teren poprzecinany jest wieloma ścieżkami, dzięki którym można wybrać odpowiednią dla siebie trasę. Wyznaczonych szlaków wystarcza na cały dzień spacerów. Na terenie parku można zwiedzić bunkry, będące pozostałością po ostatniej wojnie. Mala Paklenica jest dostępna praktycznie tylko dla doświadczonych wspinaczy. Wejście jest płatne ok. 15 złotych.


Krka

Park Narodowy Rzeki Krka obejmuje powierzchnię 109 km?. Rzeka tworzy ciąg siedmiu wodospadów, z których największym jest Skradiński Buk. W parku żyje 860 gatunków ryb. Wzdłuż prawego brzegu Krki widoczne są pozostałości wodociągów dawnej rzymskiej Scradony oraz duże fragmenty kilku twierdz z XIV w. Park można zwiedzać drogą wodną (ze Skradinu) lub lądową, korzystając z pieszych szlaków. Kąpiel jest dozwolona.


Brijuni

Na południowy zachód od Istrii rozciąga się archipelag wysp Brijuni, składający się z 14 wysepek porośniętych bujną roślinnością. Wycieczki na główne wyspy, trwające około 4 godzin organizuje większość agencji turystycznych na Istrii w cenie ok. 70 - 80 złotych. Na wyspach można obejrzeć pozostałości zabudowy z czasów rzymskich, w miasteczku Brijuni natomiast gotycki kościół i dwie XVI-wieczne kaplice. Wyspy te były kiedyś gęsto zabudowane luksusowymi willami, a za rządów Tito na Brijuni znajdował się luksusowy ośrodek wypoczynkowy dla notabli. Pozostałością z tamtych czasów jest także mini ogród zoologiczny oraz dobrze utrzymane parki.

Mljet

Pomiędzy Korčulą a Dubrovnikiem znajduje się wyspa Mljet o powierzchni 98 km2, na terenie której znajdują się dwa malownicze, słone jeziora połączone kanałami z morzem i ze sobą nawzajem. Na jednym z nich znajduje się malutka wysepka, na której w XII w. Benedyktyni wznieśli klasztor (obecnie po części hotel). Główną atrakcję wyspy, oprócz klasztoru, stanowi Park Narodowy, zajmujący 31 km2. Na Mljet organizowane są jednodniowe wycieczki z Korčuli, które kosztują ok. 120 złotych.


Rišnjak

Park Narodowy Rišnjak zajmuje powierzchnię 30 km2. Różnica wysokości wynosi tu ponad tysiąc metrów. Najwyższym szczytem jest Veliki Rišnjak (1528 m). Na terenie Parku występuje około 30 endemicznych gatunków roślin. Jest to również jedno z niewielu miejsc, gdzie w naturalnych warunkach zobaczyć można niedźwiedzia brunatnego, jelenie, sarny, górskie kozice i wiele innych zwierząt, w tym unikatowego białego rysia. Dla tych, którzy zajrzą tu na krótko, Rišnjak oferuje łatwe i niezbyt długie trasy spacerowe. Na bardziej wymagających czekają wysokie górskie szczyty, jak wspomniany już Veliki Rišnjak czy Viljske Stijene (1387 m).

źródło: http://www.nautica.pl/chorwacja/cowartozobaczyc.htm

piątek, 17 sierpnia 2007

Na wskroś przez Hiszpanię

Burzliwa historia, różnorodność kulturowa i tradycja z nią związana uczyniły z Hiszpanii kraj wyjątkowy. Położony na krańcu zachodniej Europy, oddzielony jednak od kontynentu szerokim pasmem Pirenejow, na południu "graniczy" z Czarnym Lądem, skąd w 711 r. Arabowie, Syryjczycy i Maurowie najechali cały półwysep. Odtąd, aż do XV w. chrześcijaństwo zmagało się tu z cywilizacją arabską, a islam przez całe stulecia stanowił oficjalną religię. Ślady tych wielowiekowych zmagań znajdują

A rankiem - po gorącej nocy - wyruszamy na hiszpańska wyprawe...


Dzień dla Hiszpanów rozpoczyna się leniwie i bardzo późno. Rytm dnia wyznacza klimat. Latem temperatury dochodzą do 50 stopni, a w najgorętszym mieście południa - Sewillii - w sierpniu o drugiej w nocy zanotowano 32 stopnie. Nic więc dziwnego, że biura pracują zazwyczaj do godz. 14. Po tej godzinie sprawy urzędowe, w banku, na poczcie bądź innej instytucji możemy odłożyć na następny dzień. Nikt nie jest w stanie sprzeciwić się "świetym prawom sjesty".

Na ulicach hiszpańskich miast spotyka się wtedy wyłącznie turystów: wszechobecnych Azjatów, Skandynawów, Niemców i... Polaków. Wyjazdy na Półwysep Pirenejski od kilku lat stają sie u nas coraz bardziej modne. Francja i Włochy zostały juz "zjeżdżone", więc nie stanowią takiej atrakcji. Hiszpania natomiast jest dla większej liczby osób w zasięgu możliwości finansowych - stąd Polacy na ulicach przynajmniej niektórych hiszpańskich miast.

Około godz. 21 zapelniają się uliczne bary i restauracje. Wielopokoleniowe rodziny bawią się w środku tygodnia do późnych godzin nocnych. Przy okazji tradycja spożywania posiłków w gronie całej rodziny i przyjaciół inspiruje miejscowych artystów. Każde nasze życzenie - oczywiście za odpowiednią opłatą - zostanie spełnione: portret romantyczny, karykatura, współczesna wizja "Mony Lisy" czy "Damy z lasiczka"...

A rankiem - po gorącej nocy - wyruszamy na hiszpańska wyprawe...

GRANADA - wschodnia Andaluzja
We wschodniej części Andaluzji wznosi się Granada, przepyszne miasto ze swoją królewską rezydencją i zespołem ogrodowym. Alhambra - Czerwony Zamek, budowany przez 200 lat, stał się jednym z cudow świata. Rezydencja ta została zaprojektowana z myslą stworzenia miejsca doskonałego, raju na ziemi.
Dostępu do Alhambry bronią mury i wieże, które nie pozwalają sie nawet domyslać wdzięku i piękna panującego wewnątrz. Poza murami Alhambry ogniste słońce wysysa z człowieka wszystkie siły, jest jakby naturalną barierą nie pozwalającą na przekroczenie zaczarowanego kręgu murów. Wystarczy jednak pokonać Bramę Sprawiedliwości i wstąpić do pałacu, a żar slońca i spiekota dnia pozostaną daleko za nami.

Woda, doprowadzana z gór Sierra Nevada, rozlewa się systemem tysięcy kanalików nawilżających powietrze sal i dziedzińcow pałacowych, wybucha setkami fontann. Powietrze przesycone kropelkami wody i zapachem roślinnosci koi zmęczonych turystów.

Dziedzińce, korytarze i ciągi wodne łączą się w olśniewającą całość. Wszechobecne zdobienia w postaci płytek ceramicznych, rzeźb kamiennych, arabesek i zadziwiająco wyszukanych wzorów kaligraficznych niektórzy uważają za szczytowe osiągniecie muzułmańskiej sztuki zdobniczej na Zachodzie. Wszędzie wyczuwa się coś nieuchwytnego, może jest to zapach, ktory unosi sie na skutek wybujałej roslinnosci, a może światło, które przenika przez koronkowe fasady i ściany pałacu.

Trudno sobie wyobrazić, iż to, co dziś widzimy, stanowi jedynie fragment dawnego przepychu. Sztukaterie na ścianach dawniej byly bowiem obłożone płytkami ze złota i srebra, w których migocąc odbijały się promienie słoneczne wpadające do środka przez barwnie oszklone okna.

Ogrody z letnim pałacykiem - Generalifie - stanowią dopełnienie przepychu zamkowego. Szczególnie piękne są zespoły strzyżonych krzewów mieniących się różnobarwnymi kwiatami i sadzawek z mnóstwem fontann. Można śmiało powiedzieć, że pod względem ornamentów i przepychu Alhambra - Czerwony Zamek nie ma sobie równych.

BARCELONA - stolica Katalonii
To drugie co do wielkości miasto Hiszpanii. Ruchliwe, pełne południowego temperamentu, pięknie położone kusi turystów, którzy przybywają tu z całej Europy. Miasto to bez względu na porę roku prezentuje się jak bajkowa kraina.

Barcelona nasycona zabytkami i dziełami sztuki tonie w zieleni. W licznych parkach i ogrodach botanicznych można znaleźć wytchnienie przed palącymi promieniami słońca. Lecz myliłby się ten, kto spodziewałby się grzecznie wytyczonych alejek i uporządkowanych grządek. W Hiszpanii wszystko musi być inne, zaskakujące bogactwem formy i przepychem.

Park Guell, popularnie zwany parkiem Gaudiego, stanowi tego wyraz. Genialny architekt Antonio Gaudi wypracował własny, bardzo specyficzny styl, który odcisnął swe piętno w architekturze całego miasta, nadając jej charakterystyczne cechy odróżniające Barcelonę od pozostałych miast hiszpańskich. Park Guell ożywiają zoomorficzne rzeźby, w których paszcze turysta moze wsadzić ręcę i policzyć zęby. Zmęczony słońcem może schronić się w jednej z licznie wzniesionych tu grot, podpartych charakterystycznymi, uginającymi się kolumnami lub usiąść na ogromnej ławce inkrustowanej fragmentami różnobarwnego szkła i ceramiki. Dostosowane do anatomicznych kształtów siedzenie przyniesie ulgę najbardziej znużonym.

Styl Gaudiego stanowi swoistą koncepcję natury. Jego domy przypominają ulepione z gliny i piasku zamki. Nie ma tu nic statycznego, wszystko wydaje sie pływac i falowac. Nie ma tu żadnych barier i jak sam Gaudi powiedział: "znikną kanty, a materiał obficie zamanifestuje się w swych astralnych krągłościach, lecz słońce przenikać będzie ze wszystkich stron i stanie sie obrazem raju".

Zwieńczeniem dzieła Gaudiego jest wspaniała katedra Sagrada Familia. Miała ona stanowić kolosalnych rozmiarów alegorie chrzescijańskiej wiary. Niestety, arcydzielo to nie zostalo dokończone, budowa przerwana zostala tragiczną śmiercią Gaudiego. Obecnie trwają prace zmierzające do dokończenia dzieła. Wydaje się jednak, iż ta tak charakterystyczna dla Barcelony budowla powinna zostać zachowana w stanie, w jakim pozostawil ją mistrz. Profanacją wydawać się bowiem mogą odmienne stylistycznie rozwiazania architektoniczne.

AVILA - środkowa Kastylia
Najwyżej położoną stolicą prowincji w całej Hiszpanii jest Avila. Zawdzięcza ona swą sławę przede wszystkim św. Teresie z Avili - założycielce Zakonu Karmelitanek Bosych. Wiekszość mistycznych doświadczeń św. Teresy miała miejsce własnie tu, podczas 30 lat spędzonych przez nią w klasztorze.

Dziś można oglądać muzeum, gdzie zgromadzone są listy i pamiątki osobiste świetej. W jednej z sal spoczywają relikwie, wśród nich palec wskazujący św. Teresy, podeszwa sandała i sznur, którym się biczowała. W każdym sklepie można kupić malutką lub wielką - zależnie od zapotrzebowań - figurkę świetej. Można powiedzieć: gdzie nie spojrzysz - wszędzie Tereski.

Dostępu do miasta broni najstarszy w całej Hiszpanii pas umocnień miejskich. Dochodzące do 3 metrów grubości mury wzmocnione są 82 potężnymi basztami. Polskiego turystę mile zaskakuje liczba bocianich gniazd w tym mieście. Gniazda bocianów, mury otaczające miasto i opieka św. Teresy przyczyniają się do swoistego nastroju, ciszy i spokoju tego miejsca. Godny polecenia jest więc spacer wzdluż murów Avili.

TOLEDO - północna La Mancza
Okręg La Manczy kryje w sobie wiele pięknych i romantycznych miast. Należy do nich majestatyczne, stare Toledo, wzniesione na granitowej skale w zakolu Tagu. Tu zrodzily się ballady o wielkiej, tragicznej milości króla do pięknej Żydówki. Tu akcje utworów umieściło wielu pisarzy, m.in. L. Feuchtwanger w "Żydówce z Toledo". Cervantes zaś nazwał Toledo "kamienną powagą, chwałą Hiszpanii i swiatłem jej miast".

Miasto to było znane "od zawsze", juz od 587 r. stanowiło duchową stolicę królestwa. Do dnia dzisiejszego arcybiskupi Toledo są rownoczesnie prymasami Hiszpanii. Turysta przekraczając jedną z bram miasta, wkracza do owej odległej historii, spotyka się z duchem czasu i chcąc nie chcąc musi zatrzymać się na chwile zadumy.

Na stosunkowo niewielkiej powierzchni ścisnięte są tu budynki Starego Miasta. Z wielkim trudem można znaleźć odcinek prostej uliczki. Raz wspinamy sie pod góre, potem po wielu skrętach schodzimy w dół. Owa sieć krętych uliczek w połączeniu z architekturą sięgającą czasów Maurów przesądza o wyjątkowym uroku Toledo.

Ciekawe koleje losu przechodziła toledańska katedra. Budowana w XIII w., w czasach mauretańskich zamieniona na meczet, jest mieszaniną stylów francuskiego i hiszpańskiego gotyku, baroku i stylu mudejar (styl Maurów). Katedra ta stanowi serce Toledo, ukryta między uliczkami i kamienicami ukazuje się nieoczekiwanie oczom turysty zagubionego wsród zakamarków ulic miasta.

Przytulne sklepiki Starego Miasta oferują piękną biżuterię, słynna w całej Hiszpanii. Piękny, orientalny wisior rozbudza marzenia, wywołuje błysk zachwytu w oczach pań i głębokie westchnienia panów. Ale to dopiero początek westchnień. Dalsze związane są z koniecznością opuszczenia Toledo i - niestety - Hiszpanii

Dagmara Skiba, 2003 r.
źródło: http://www.hiszpania-online.com/?strona,doc,pol,glowna,1288,0,17,1,1288,ant.html

czwartek, 16 sierpnia 2007

Grecja

Grecja to kraj w południowo-wschodniej części Europy, położony na krańcu Półwyspu Bałkańskiego. Grecja ma długą i bogatą historię i dziedzictwo kulturowe, które wpłynęło na inne kultury Europy, północnej Afryki i Bliskiego Wschodu.

Grecja jest zamieszkana przez 10.6 miliona mieszkańców, a jej powierzchnia wynosi ponad 131 tys. km2, przy czym niemalże 1/5 powierzchni przypada na wyspy, których liczba wynosi około 3 000, z czego zamieszkanych jest 167. Największe z greckich wysp to Kreta, Eubea, Lesbos i Rodos.

Większość krajów przejęła demokrację, tragedię, dramat, a nawet i suvlaki (rodzaju greckiego fast food'a), co daje Grecji możliwość pochwalenia się niezrównanym dziedzictwem. Jednakże nie oczekuj po złożonej tam wizycie wyłącznie trzeźwego studiowania kultury starożytnego świata - greckie usposobienie do zabawy sięga przecież aż do Dionizosa.

Aż od zadymionych Aten do oślepiająco jasnych wysp Grecja obfituje w starożytne akcenty; pępek wszechświata w Delphi, mnóstwo kolumn na świętej wyspie Delos, pełne fresków pałace minojskie na Krecie oraz, zupełnie wyjątkowa okazja, pozostałości po Atlantydzie na Santorini.

Grecy są zawziętymi strażnikami tradycji, jednakże nie oznacza to, że nie potrafią się bawić. Ponadto, gorące słońce oraz przejrzyste morza sprawiają, że Grecja staje się idealnym miejscem do odpoczynku i relaksu. Niezależnie od tego czy zjadasz kolacje w tawernie czy sączysz kawę w cienistej platei czy też bawisz się do rana w dyskotece istnieją już duże szanse, że bogowie mają cię w swojej pułapce.